http://apostolstwods.pl/?p=p_257&sName=medjugorie-i-sanktuaria-chorwacji--11-19-pazdziernika-2018
 

Reportaże i zdjęcia » 2005 i starsze » Rekolekcje w Brennej - 2005 r.

Apostolstwo Dobrej Śmierci w Brennej
Jak św. Weronika

O odwadze wypływającej z wiary i o roli modlitwy oraz osobistego świadectwa życia w chrześcijańskim reagowaniu na prądy współczesności mówili członkowie diecezjalnej wspólnoty Apostolstwa Dobrej Śmierci podczas wielkopostnych rekolekcji w Domu Rekolekcyjnym św. Jadwigi w Brennej.

 

Rekolekcje poprowadził brat Bogumił Marian Adamczyk, pustelnik, a wspierał go ks. Piotr Zelichowski z Górki Klasztornej - ogólnopolskiego centrum ADŚ.
„Żyjemy pod coraz silniejszą presją zabie-ganego świata. Potrzeba nam przystanku. Po to są rekolekcje. Potrzeba siły i odwagi, by jak św. Weronika - móc się przebić przez obojętny tłum, dojść do czekającego w drugim człowieku Chrystusa, otrzeć zakrwawioną twarz - tłumaczy Lidia Greń-Wajdzik, diecezjalna zelatorka ADŚ. - Chodzi o to, żebyśmy umieli mówić o tym, co najbardziej zagrożone, o rodzinie, małżeństwie, szacunku dla życia - żebyśmy umieli pomagać sobie wzajemnie podnosić się z upadków, trwać na modlitwie i naśladować Pana Jezusa w cierpliwym znoszeniu przeciwności".

 

„Przyjeżdżam tu od kilku lat, bo to ważny w życiu przystanek, który pozwala też uporządkować nasze myślenie o śmierci, znaleźć właściwe do niej podejście. To przydaje się zwłaszcza w mojej pracy, gdy na co dzień ma się do czynienia ze szczególnie częstym zagrożeniem życia, przypadkami nagłej śmierci" - przyznaje Czesław Warlewski, chirurg z pogotowia ratunkowego. „Życie jest darem Bożym, który umiemy w pełni docenić dopiero wtedy, gdy spoglądamy na nie przez pryzmat śmierci" - dodaje zelatorka Barbara.
Pomagały w tej nauce zarówno wzruszające świadectwa owoców wytrwałej modlitwy składane przez samych uczestników, polecają-cych trudne sprawy wstawiennictwu Matki Bożej na przykład w nowennie pompejańskiej, jak niezwykły przykład rekolekcjonisty - brata Bogumiła.

 

Na drodze pokuty

Z różańcem na szyi i przesuwanymi w palcach drewnianymi paciorkami nie rozstaje się nigdy. Do swojej pustelni w Białym Kościele pod Krakowem br. Bogumił, franciszkański tercjarz, trafił po długiej wędrówce. Na szlaku tego wędrowania - rozpoczętego jeszcze w 1956 r. Najpierw był klasztor franciszkanów w Niepokalanowie, gdzie zafascynowały go opowieści braci pamiętających jeszcze z osobistych kontaktów o. Maksymiliana Kolbego. Była też pustelnia w Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie u sędziwego pustelnika uczył się dochowywania surowych reguł życia i wytwarzania pomocnych w modlitwie różańców.

 

Były polskie miasta i miasteczka, po których pielgrzymował pieszo, odziany w pokutny wór z napisem nawołującym do nawrócenia. Często ówczesne władze oskarżały go o agitację, zamykając w aresztach. „Wtedy też miałem sposobność mówienia o Chrystusie: i więźniom, i funkcjonariuszom" - wspomina z uśmiechem, choć nie są to przyjemne wspomnienia.

 

Opatrzność sprawiła, że swoją pracą i modlitwą przez wiele lat mógł służyć także w Ziemi Świętej, m.in. jako przewodnik pielgrzymów z Polski. „Tam, u Grobu Pańskiego, miałem wiele czasu na rozważanie śmierci Chrystusa i modlitwę o własną dobrą śmierć. Staram się w każdej chwili być przygotowany na to, że mnie Bóg odwoła" - mówi brat Bogumił.

 

Po latach wrócił jednak do kraju i swoją pustelnię opuszcza głównie jako rekolekcjonista, by spotkać się z członkami ADŚ. Na co dzień zajmuje się też wytwarzaniem nowych różańców - w ich konstrukcji uwzględnia wprowadzone przez Jana Pawła II rozszerzenie modlitwy o tajemnice światła. O taki różaniec poprosili go w 2003 r, uczestnicy rekolekcji dla członków Apostolstwa. W zamian za różaniec prosi o Mszę w intencji zwycięstwa Niepokalanej, I wciąż go ktoś o takie różańce pyta, by  - jak św. Weronika - tą modlitwą ocierać twarz cierpiącego w bliźnim Chrystusa.

 

Alina Świeży-Sobel - Gość Bielsko-Żywiecki z 27.03.2005 r.